| Kronika Polonii |
Nowe metody – ten sam cel
Od 1 sierpnia br. dyrektorem nowo powstałej Polskiej Misji przy Polonijnych Zakładach Naukowych w Orchard Lake jest Marcin Chumięcki, człowiek zdecydowanie w świecie polonijnym nowy. Z Orchard Lake związany jest od lat czterech, a odkryty został przez mistrza Mariana Owczarskiego jako znakomity fotografik. Zyskał sobie sympatię w tamtejszym środowisku dzięki swojej niezwykłej dynamiczności, bezpośredniemu sposobowi bycia i wybitnym zdolnościom marketingowym. Kanclerz Orchard Lake, ks. Timothy F. Whalen i rektor seminarium, ks. prałat Charles Kosanke zdecydowali się powierzyć mu kierownictwo nowo powstałego ośrodka.
Sama Misja Polska została powołana do życia przed około czterema laty. Te cztery lata były okresem szczegółowych analiz, dyskusji z ekspertami i prób ustalenia planu akcji. W skład Polskiej Misji wchodzą: Biuro Archiwów, prowadzone do niedawna przez ks. dr. Romana Nira (z dniem 1 września br. przeszedł na emeryturę); Galeria sztuki, zarządzana przez znanego artystę Mariana Owczarskiego, rezydującego w Orchard Lake; Centrum Liturgiczne, prowadzone przez ks. dr. Stanisława Flisa, który odpowiedzialny jest za znany w całej Ameryce mszalnik „Pan z Wami”; Szkoła Języka Polskiego im. ks. Józefa Dąbrowskiego oraz – co być może najbardziej zainteresuje naszych Czytelników – centrum poszukiwań i dokumentacji historii polskich rodzin. Nowo powstała organizacja ma przede wszystkim na celu uratowanie zgromadzonych dotychczas zbiorów, które z różnych powodów zostały zaniedbane, oraz udostępnienie ich szerokiej grupie odbiorców w sposób profesjonalny i dzięki wykorzystaniu najnowszych środków przekazu. Być może po raz pierwszy podjęto próbę rozdzielenia działalności Polonijnych Zakładów Naukowych na świecką i religijną. Zmiany te przychodzą w wielkiej historycznej chwili: już w przyszłym roku świętować będziemy 100. rocznicę przeniesienia seminarium polskiego – trzonu Zakładów Naukowych – z Detroit do Orchard Lake, a w roku 2010 celebrować 125. rocznicę założenia ośrodka przez ks. Józefa Dąbrowskiego.
Jednym z pierwszych, niezwykle istotnych kroków było nawiązanie współpracy z naczelną dyrekcją Archiwów Polskich w Warszawie. Doszło również do istotnych spotkań z pracownikami naukowymi Bentley Museum przy Uniwersytecie stanu Michigan oraz przedstawicielką Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Warszawy.
Z MARCINEM CHUMIĘCKIM, dyrektorem Polskiej Misji przy Polonijnych Zakładach Naukowych w Orchard Lake, rozmawia JACEK HILGIER.
– Wcześniej pracował pan w handlowych placówkach amerykańskich, a pańskie dotychczasowe zajęcia nie miały nic wspólnego z promowaniem dziedzictwa i tradycji narodowych. Jak to się stało, że będąc człowiekiem sukcesu w marketingu związał się pan z instytucją i działaniem, które mają zupełnie odmienny charakter i są diametralnie różne od pańskiej poprzedniej aktywności?
– Tak naprawdę, to jestem związany z Orchard Lake od czterech lat, od czasu, kiedy artysta Marian Owczarski zaproponował mi zrobienie wystawy moich fotografii w tutejszej galerii. Wówczas kanclerz Zakładów Naukowych, Timothy Whalen, zapoznał mnie ze swoim planami utworzenia Polskiej Misji i to był właśnie moment, w którym zaczęła się moja przygoda w Orchard Lake. Z czasem uczestniczyłem również w planie zakreślenia działania tej nowej organizacji i ustaleń obowiązków jej przyszłego zarządu. Ale oczywiście, ma pan rację, że trafiłem tutaj przypadkowo. Kiedy ogłoszono konkurs na dyrektora Polskiej Misji, a przydatność zgłaszających się kandydatów miał ocenić specjalnie ustalony w tym celu vision plan, pewnego dnia ks. Kanclerz i rektor Kosanke zaproponowali mi tę pracę. Przyznam, że byłem w równej mierze zaskoczony, jak i dumny.
– Na pewno zdaje pan sobie sprawę z funkcjonowania i kształtowania tzw. opinii polonijnej. Czy wyrażając zgodę na propozycję przywódców Orchard Lake zastanawiał się pan, jakie ona wywoła reperkusje? Proszę pamiętać: mamy w społeczności polonijnej dużą liczbę znakomicie wykształconych, a pozostających bez pracy ludzi kultury, dwujęzycznych, często o ogromnym dorobku zawodowym. Na dodatek nie jest pan osobą duchowną, więc automatycznie traci pan ogromną część zaufania rzesz polonijnych, które tradycyjnie i często na wyrost tylko z tego powodu obdarzały swych przywódców kredytem zaufania.
– Oczywiście, wiem o tym. Jednakże, powołując do życia Polską Misję, kierownictwo Zakładów Polonijnych postawiło sobie za cel rozdzielenie działalności religijnej i duszparsterskiej Seminarium Duchownego i PolskoAmerykańskiego Centrum Liturgicznego od typowo świeckich: Archiwów, Szkoły Języka Polskiego i Galerii. Ponadto, wiadomo przecież, iż osoby świeckie mogą prowadzić placówki naukowe i kulturalne z religią mające w sumie tylko luźne powiązania, bez uszczerbku dla ich charakteru. No bo przecież nie będzie pan oceniał dokumentu historycznego pochodzącego z czasów Zygmunta Augusta według katechizmu rymskokatolickiego drukowanego przez Fundację Veritas w Londynie po II wojnie światowej.
– Tak. Pamiętać jednak należy, że nie zmienimy szybko utartych stereotypów. Jest pan człowiekiem młodym, pochodzącym spoza kręgów branży, a nagle uzyskuje pan wysoką pozycję – i to kierowniczą – w instytucji, w której wysokimi urzędnikami byli dotychczas wyłącznie księża. Na dodatek nikt nie lubi decydentów.
– Wydaje mi się, że tutaj już dawno instytucje kościelne potrafiły wyjść poza utarte schematy i wykorzystać umiejętności oraz wiedzę osób świeckich dla celów Kościoła i narodu. Jestem przekonany, że potrafię sprostać wyzwaniu, a przy tym pamiętam, iż dziedzictwo narodowe, które reprezentują Zakłady Naukowe w Orchard Lake, jest również moim osobistym, pańskim i nas wszystkich – dziedzictwem. Kiedy udowodnię swoją przydatność dla Zakładów Naukowych i Polonii, wtedy będziemy mogli mówić o szkodliwości stereotypów. A tak naprawdę to już mam potwierdzenie na to, iż wiedza i profesjonalizm ludzi świeckich mogą być wykorzystane z ogromną korzyścią w instytucjach religijnych: pani Karen Majewska, która obecnie kieruje biblioteką, dwujęzyczna, znakomicie przygotowana do zawodu, przy tym burmistrz Hamtramck i były wykładowca tutejszej uczelni, a co najważniejsze osoba absolutnie nie nowa w środowisku polonijnym, bo wychowana w polskiej rodzinie w Chicago, już ma ogromne osiągnięcia w porządkowaniu biblioteki i archiwów. Kto wie zresztą, czy w przeciągu krótkiego okresu, w którym się tym zajmuje, nie zrobiła więcej niż inni przez dekady. Podobnie jest w przypadku Mariana Owczarskiego, który z ogromnym pietyzmem ratuje polskie dzieła sztuki i niestrudzenie promuje sztukę w Ameryce.
– Skoro wspomniał pan o archiwach – co w nich jest i w jakim są one stanie?
– Przyznam, że z wielu powodów jest to dla mnie trudny temat i wolałbym go nie poruszać.
– A to dlaczego?
– Prawdę mówiąc, nie bardzo wiemy, co posiadamy w archiwach, ponieważ nie istnieje żadna dokumentacja czy wiarygodne katalogi. Co wiemy na pewno, to że posiadamy największe archiwum polonijne poza granicami Polski – tak przynajmniej sądzą specjaliści z Polskich Archiwów Państwowych. Trudno sobie wyobrazić ogrom dokumentów związanych z Kościołem katolickim i z Polonią amerykańską. A przecież ciągle napływają nowe zbiory.
– Wspomniał pan o niedokładnych katalogach i braku jakiejkolwiek ewidencji...
– To smutne i wolałbym o tym nie mówić, tymczasem pan nalega. O tym, co mamy, a właściwie powinniśmy u siebie mieć, dowiadujemy się niekiedy... przypadkiem, z innych niż własne źródeł. Na przykład, z opublikowanego przed laty w prasie artykułu ks. Romana Nira, byłego dyrektora Archiwum, wiemy, że Edward Dusza, były redaktor pańskiego pisma, przekazał tu cenny zbiór starodruków i książek emigracyjnych autorów (wiele z nich z dedykacjami), sztychy, drzeworyty, rysunki (m.in. Romana Kochanowskiego i Artura Grottgera), medale Andrzeja Pityńskiego oraz kilka cennych rysunków tego artysty, portrety olejne (m.in. portret Edwarda Duszy i portret jego matki) oraz kilka obrazów Vlastimila Hofmana, pełny zestaw Zeszytów Historycznych Instytutu Literackiego w Paryżu, a także pełny zestaw Arkuszy Poetyckich Oficyny Poetów w Londynie. Prócz tego wszystkiego, Archiwum otrzymało w depozyt korespondencję Duszy z Czesławem Miłoszem, Jerzym Niemojowskim, Stanisławem Balińskim, Wacławem Iwaniukiem i Józefem Mackiewiczem, rzeczy dzisiaj historyczne. Tymczasem, dotąd nie udało nam się zlokalizować tej kolekcji. Odnaleźliśmy jedynie trzy przyjęte w depozyt od Duszy obrazy i... antyczną ramę, z której wyjęto „Madonnę z Dzieciątkiem i św. Janem” Vlastimila Hofmana, ale już samego malowidła – nie. A przecież obok tej należącej do Edwarda Duszy istniały dziesiątki innych przejętych przez nas prywatnych kolekcji. Nie posiadamy jednak odpowiedniej dokumentacji i choć mamy nadzieję, że w trakcie inwentaryzacji odnajdziemy te eksponaty, to na dzisiaj nie potrafimy odpowiedzieć, gdzie one są.
– Ale przecież, jak mi się zdawało, funkcję archiwisty i kustosza sprawował dotychczas człowiek świetnie przygotowany do zawodu.
– Pozwoli pan, że przypomnę tu moje wcześniejsze zastrzeżenie: nie chciałbym jeszcze o tym mówić.
– Dobrze, skoro w tym momencie jest to temat trudny do wyjaśnienia, to może pan powie, jak przedstawiają się sprawy w innych wydziałach Polskiej Misji.
– Zacznijmy może od Centrum Liturgicznego, instytucji niezwykle istotnej dla polskiego katolika w Stanach Zjednoczonych. Jej dyrektor, ks. dr Stanisław Flis, jest w obecnej chwili jednoosobową instytucją, absolutnie odpowiedzialny za wszystko. A przecież dzięki jego wytężonej pracy około 50 tysięcy egzemplarzy mszalnika „Pan z Wami” trafia do około 400 parafii w Stanach Zjednoczonych.
Naszą dumą jest również Galeria, z niestrudzonym jej kustoszem – maestro Marianem Owczarskim, człowiekiem ogromnej pasji i pełnego miłości do sztuki. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć jego ogromne oddanie renowacji uszkodzonych czy wręcz zniszczonych dzieł sztuki. Przez dziesiątki godzin z benedyktyńskim mozołem, narażając własne zdrowie, ratował obrazy polskich mistrzów, które przez szczęśliwy przypadek trafiały w jego ręce. To on pozbierał praktycznie ze śmietnika fragmenty rozbitej wspaniałej figury Matki Boskiej z Dzieciątkiem i miesiącami sklejając ją, przywrócił do pierwotnego stanu. Dzisiaj ta kiedyś wzgardzona i zbezczeszczona rzeźba wywołuje zachwyt zwiedzających Galerię. Sam maestro Owczarski jest twórcą niezwykle wartościowych i ekspresyjnych rzeźb, a zachowanie jego dorobku w całości stało się jednym z moich celów. Galeria sama w sobie wymaga nowych systemów wystawienniczych, oświetlenia, klimatyzacji etc. Mamy wspaniałe obiekty artystyczne, na razie nie mamy jednak warunków, aby je pokazać publiczności.
Następnym ważnym elementem Misji jest Szkoła Języka Polskiego im. Ks. Józefa Dąbrowskiego. Prowadzi ją pani Alina Paszek. Jakże wiele jej zawdzięczamy! Zaczynała swoją pracę z garstką dzieci, a dzisiaj ma już 70 uczniów. Przy szkole działa zespół tańca i prowadzone są zajęcia z religii. Pani Alina Paszek od lat budzi w dzieciach patriotyzm, utwierdza w wierze, daje im podstawy historii i kultury polskiej.
– Mimo oczywistych trudności, z którymi pan jako dyrektor i ludzie związani z Misją spotykają się dzisiaj, głęboko wierzę, że potraficie je pokonać. Czasy się zmieniają. Trudno wymagać, aby wcześniejsi archiwiści polonijni, działający metodami lat 60. ubiegłego stulecia, nagle stali się mistrzami rozwiązań komputerowych i twórcami stron internetowych. Pamiętajmy też, by nie wyrządzić im krzywdy, że działali operując bardzo skąpymi budżetami i często brakowało im gotówki na podstawowe potrzeby biurowe, nie mówiąc już o poczcie, transporcie czy lokalach. Będąc jednak dzisiaj w Orchard Lake, zdaję sobie sprawę z konieczności zmian i przydatności nowoczesnej technologii w przebudowie struktury działań biblioteki, archiwum oraz zbiorów sztuki i przybliżenia ich odbiorcy, nie tylko w Ameryce, przez Internet.
– Oczywista prawda. To też było podmiotem moich planów. Już dzisiaj strona internetowa jest w budowie. Nie mogę panu wprawdzie dokładnie powiedzieć, kiedy będzie całkowicie gotowa, ale intensywnie nad nią pracujemy.
– Słyszałem dużo na temat pańskich zdolności marketingowych. Proszę zatem powiedzieć, jak wyglądają pańskie zabiegi o finanse dla Polskiej Misji, bo przecież są one w tym wypadku najważniejsze. Jak mi mówiono, przynajmniej ostatnio wasza działalność finansowana była z budżetu Zakładów Naukowych. Oznacza to, że materialnie nie jesteście jeszcze niezależni.
– Chciałbym, aby na nasz budżet złożyły się dotacje od różnego rodzaju sponsorów, a także z programów rządowych. Jesteśmy przecież częścią kultury amerykańskiej i przysługuje nam takie samo prawo korzystania z grantów jak innym etnicznym instytucjom w tym kraju. Chcę stworzyć organizację, której celem będzie zbieranie środków na konkretne cele. Jeżeli chodzi o pieniądze uzyskane od Polonii amerykańskiej, pragnę jasno wykazać fundatorom, iż ich donacje wykorzystane były zgodnie z ich wolą i na konkretnie przez nich wskazane cele.
Poprzez moje kontakty z instytucjami i muzeami polskimi próbuję podpatrzeć ich metody zdobywania funduszy, a także prezentowania zbiorów i próby ułatwienia ich odbioru. Prowadzone są w tej chwili zabiegi uzyskania wsparcia promocyjnego z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP i stałego patronatu Konferencji Muzeów, Archiwów i Bibliotek Polskich, co jest praktycznie równoznaczne z poparciem polskiego rządu.
Pocieszające jest też, że ks. kanclerz Whalen jest entuzjastycznym zwolennikiem Misji i głęboko leży mu na sercu zachowanie zgromadzonych tutaj zbiorów. Przywiązuje on przy tym ogromną wagę do akcentowania polskiego obyczaju oraz polskiej tradycji religijnej i pragnie być żelaznym protektorem depozytu narodowego, przechowywanego tutaj od ponad 120 lat. Miał odwagę założyć Polską Misję, nie cofnął dla niej swojego poparcia i w tej chwili jest jednym z jej największych promotorów, a co za tym idzie jest również promotorem polskości na kampusie w Orchard Lake i nie tylko. Stara się też wyczerpująco odpowiadać na pytania dotyczące kontrowersyjnej dla niektórych działalności nowej placówki.
Jeżeli chodzi o mnie, to chcę podkreślić, iż Polska Misja służy przede wszystkim Polonii, ale wyrażam przy tym nieśmiałą nadzieję, że ta służba będzie również dostrzeżona i oceniona pozytywnie przez otaczające nas inne grupy społecznoetniczne. Jak powiedziałem kiedyś w rozmowie z polonijnym dziennikarzem, naśladuję postać mojego patrona życia prywatnego i zawodowego, Jana Pawła II: on potrafił swój ideał przedstawić wszystkim grupom etnicznym i osiągnął sukces. Czy nie dobrze będzie, jeżeli istotnie uda nam się stworzyć ośrodek otwarty i kompetentny, gdzie wszyscy znajdziemy dla siebie miejsce? Wierzę, że jeżeli tak się stanie, wszyscy będziemy się czuć tam jak w domu.
– Zatrzymajmy się tutaj, życząc pańskiej działalności w Misji wszelkich sukcesów. Ostatnie pytanie, już natury prywatnej: jak z pana sztuką artystyczną? Jest pan przecież wziętym fotografikiem.
– Fotografia to moja życiowa pasja, z której nie zrezygnuję. Jestem dumny, bo w ubiegłym roku udało mi się zrobić sesję zdjęciową w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Potrafiłem zdobyć zgodę dyrekcji tamtejszego muzeum na wykonanie zdjęć nocnych. Są niesamowite! A w przekonaniu, by z tej pasji nie rezygnować, utwierdziło mnie dodatkowo stanowisko mistrza Mariana Owczarskiego, który zwrócił uwagę na moje wcześniejsze prace i radził mi kontynuować działalność artystyczną.
– Dziękuję za rozmowę. |